Your Sport Meeting: Rach-ciach-ciach, czyli pchamy, pchamy!

Rach_ciach_ciach_ysm

Gośćmi grudniowego spotkania z cyklu Your Sport Meeting będą Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski. Onet, gdy zapowiadał książkę obu Panów tak ich scharakteryzował: „Uznawani za kultowych. Uwielbiani za specyficzny, pełen humoru, ale i fachowej wiedzy styl komentowania wielkich wydarzeń sportowych. Czarujący i ujmująco złośliwi wobec siebie, krytyczni wobec innych, dowcipni. Fascynujący w tandemie”.

Sami zresztą się Państwo przekonacie już 15 grudnia o godz. 18.00.

Czytaj więcej

Beata Żurek, Paweł Czado – Piechniczek. Tego nie wie nikt

Piechniczek_okładka_insta2

 

12 listopada nakładem Wydawnictwa Agora ukazała się książka Beaty Żurek i Pawła Czado „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Dawno nie czytałam tak dobrze napisanej książki sportowej, językowo świetna. Niewiele jest tak dobrze napisanych pozycji sportowych na naszym rynku.

Książka rozpoczyna się od „trzęsienia ziemi”, czyli największego sukcesu Piechniczka w roli selekcjonera. Zaglądamy za kulisy trzeciej drużyny mistrzostw świata z 1982 roku z Hiszpanii, a następnie wracamy do samych początków, wraz z Piechniczkiem dorastamy na śląskim podwórku, przechodzimy kolejne stopnie jego kariery piłkarskiej, a następnie trenerskiej, podróżujemy do krajów Bliskiego Wschodu, gdzie Piechniczka pokochano. I w końcu zaliczamy wraz z trenerem mocne lądowanie, gdy zaczytujemy się w rozdziale poświęconym jego drugiej, nieudanej, przygodzie z reprezentacją.

Znakomite jest w tej książce to, że często Piechniczek jest pretekstem do opisania panoramy tamtych lat, przypomnienia wielkich postaci śląskiego i polskiego sportu, przedstawienia krótkich, niebanalnych biogramów. Ta książka nasiąknięta jest smaczkami i anegdotkami. Także dzięki dużej ilości głosów, której w niej się pojawiają. Koledzy z podwórka czy z drużyny, byli podopieczni z klubów lub reprezentacji, rodzina – żona i dzieci. Mnie w tej pozycji urzeka szczegół. Figura, którą umiejętnie potrafią grać tylko świetni dziennikarze.

Zanim ta pozycja się ukazała, już padały zarzuty, że nie będzie obiektywna. Sposób narracji Żurek i Czado nie jest nachalny i pozbawiony obiektywizmu. Uważam, że inteligentny czytelnik na podstawie przedstawionych faktów sam oceni postać trenera Piechniczka.

Drogi Czytelniku, zbliżają się święta, warto więc podarować tę książkę dziadkom lub rodzicom, by mogli sobie powspominać. A młodym, by mogli poznać świetnie opisany świat polskiej piłki nożnej. A sobie sprawić przyjemność sięgnięcia po tę lekturę.

 

PS. A dla smaku, anegdotka z 1982 roku!

„Mundial 1982, Hiszpania. Polacy zremisowali z Włochami i Kamerunem. Żeby grać dalej, muszą wygrać z Peru. Tuż przed meczem żona przekazuje trenerowi polskiej reprezentacji prośbę swojego brata, który pracował w Hucie Batory: – Antek! Ludzie w hucie mówią, żebyś zdjął garnitur i na mecz przebrał się w dres. Garnitur przynosi pecha. Jak założysz dres, na pewno będzie lepiej. Piechniczek: – Posłuchałem i pomogło!

Polacy wygrali 5:1, a ostatecznie zajęli na mistrzostwach trzecie miejsce. Antoni Piechniczek aż do ostatniego meczu nosił wyłącznie dresy.”

 

PS.2. A przypomnę, Your Sport Blog został patronem medialnym książki!

piechniczek_ysb_patronat_grafika

Czytaj więcej

Andrzej Niemczyk, Marek Bobakowski – Andrzej Niemczyk. Życiowy tie-break

Niemczyk_insta

 

4 listopada nakładem krakowskiego wydawnictwa SQN ukazała się autobiografia Andrzeja Niemczyka, napisana przy współpracy z dziennikarzem Markiem Bobakowkim – „Andrzej Niemczyk. Życiowy tie break”.

Trener „Złotek” jest jedną z niewielu tak barwnych postaci polskiego sportu. Bezkompromisowy, kontrowersyjny, legendarny. Taki jest i takim był trenerem. Od lat trwały podchody ze strony różnych dziennikarzy, chętnych do napisania książki o Niemczyku. Jednemu z nich, pochodzący z Łodzi trener, odpowiedział „Możemy to zrobić, ale wydasz ja po mojej śmierci, bo parę małżeństw się rozwiedzie, a jak dostanę nożem w plecy. Za dużo jest intymnych spraw”. Udało się dopiero Bobakowskiemu.

„Andrzej Niemczyk. Życiowy tie-break”, to książka szczera, bez pudru i kolorowej szminki. Zresztą taki warunek postawił sam Niemczyk, miało być bez ogródek. Już sama okładka przyciąga czytelnika, zmęczona twarz trenera z kłębem dymu z papierosa, zamiast upiększonej w photoshopie twarzy.

Książka Niemczyka i Bobakowskiego, to przede wszystkim opowieść o człowieku z krwi i kości. Utytułowanym szkoleniowcu, a zarazem cierpiącym z powodu choroby człowieku.

Oczywiście, w książce nie zabrakło takich tematów, jak walka z rakiem, opowieści  o alkoholu czy hazardzie. Jest bardzo intymna opowieść o matce i bracie. I wielkiej pasji trenera, jaką są kobiety. Poznajemy też Niemczyka jako miłośnika psów i samochodów.

Co ważne dla kibica, zaglądamy za kulisy hartowania się drużyny zwanej przez nas „Złotkami”, dwukrotnych mistrzyń Europy. Dowiadujemy się, jak Niemczyk namawiał swoje zawodniczki do malowania się na mecze i chadzania do solarium czy udziału w dyskotekach.

O tym, jak ciężkie jest prowadzenie drużyn kobiecych przekonał się niejeden wielki trener. Niemczyk jest pod tym względem wyjątkowy. Niesamowita jest chemia, którą wytwarza ze swoimi zawodniczkami, metody, które podejmuje. Krzyczy, gani, po chwili tuli. I o swoich „dziewuchach” opowiada chętnie i dużo.

Nie raz na kartach książki z ubolewaniem były trener reprezentacji wspomina o tym, jak chętnie podzieliłby się nabytą wiedzą z młodszymi kolegami. Jego opowieści i życiowa mądrość mogą być także przydatne dla ludzi spoza sportu. Przed czytelnikiem staje więc ku temu okazja. Andrzej Niemczyk będzie gościem cyklu spotkań Your Sport Meeting, 19 listopada o godzinie 18 w gdańskiej Bibliotece Manhattan.

 

PS. Tutaj znajdziecie fragment, pochodzący z książki, na zachętę.

Czytaj więcej

„Piechniczek. Tego nie wie nikt” – #zapowiedź | informacja prasowa

okladka_PIECHNICZEKw_5_kolor_front_1

12 listopada ukaże się książka Pawła Czado i Beaty Żurek – „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Your Sport Blog objął patronatem medialnym tę pozycję!
————————————————–

„Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Nieznane kulisy ostatniego jak dotąd wielkiego sukcesu polskiej reprezentacji i opowieść o niezwykłym życiu chłopaka ze Śląska, którego w 1982 roku chciała nosić na rękach cała Polska. 

Wielu kibiców uważa, że medal z 1974 roku jest ważniejszy od tego z 1982 roku. To bzdura. Dla mnie obydwa medale są równie wartościowe, Górski i Piechniczek też są na równi. Owszem, w drużynie z 1974 roku może było więcej gwiazd. Ale to Antoni Piechniczek połączył generację, która odchodziła, z młodszym pokoleniem utalentowanych zawodników. Może momentami szlag go trafiał, bo różne jaja robiliśmy, ale nieraz zaciskał zęby. Dobrze, że to przetrzymał, bo banda była z nas rzadka – i do tańca, i do różańca.

Grzegorz Lato

Porównanie Antoniego Piechniczka do Kazimierza Górskiego? Dwa zupełnie różne charaktery, dwie różne osobowości. Piechniczek zdobył ten sam medal co Górski. Jednego i drugiego trzeba docenić. Piechniczka także za to, że w tak trudnych warunkach politycznych osiągnął taki sukces.

Władysław Żmuda

 

piechniczek_ysb_patronat_grafika

 

Zapraszamy na spotkanie z Antonim Piechniczkiem 

oraz z autorami książki „Piechniczek. Tego nie wie nikt” – Pawłem Czado i Beatą Żurek

7 listopad (sobota) godz. 13.00

Śląskie Targi Książki, Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach, Aleja Korfantego 35,  scena Forum 2

Po spotkaniu o godz. 14.00 zapraszamy na stoisko Wydawnictwa Agora (nr 49), gdzie Antoni Piechniczek oraz autorzy podpisywać będą książkę.

————————————————–

Czytaj więcej

„Andrzej Niemczyk. Życiowy tie-break” – #premiera!

niemczyk-front_1500px

 

Dzisiaj premiera książki „Andrzej Niemczyk. Życiowy tie-break”! Książka napisana została wspólnie z dziennikarzem Markiem Bobakowskim, a ukaże się nakładem krakowskiego wydawnictwa SQN.

Z tej okazji przygotowałam dla Was fragment, pochodzący z tej pozycji!

———————————————

<<Decyzja, jaką podjąłem w 1990 roku, spowodowała, że wielu Niemców znacząco pukało się w czoło. „Andrzej, co ty wyprawiasz? Oszalałeś?!”, powtarzali mi na każdym kroku.

Co się właściwie stało? Już wyjaśniam. Prawo, które obowiązywało w Niemczech, zakładało, że podpisanie trzeciego kontraktu automatycznie oznaczało przyznanie dożywotniej emerytury. Dla mnie właśnie nadeszła chwila podpisania trzeciej umowy z rzędu. Dla Niemców było oczywiste, że wybiorę ciepłą posadkę, pewną emeryturę, „życie jak w Madrycie”. Zapuściłem już w Bawarii korzenie, czułem się tutaj fantastycznie, miałem świetny samochód, potężną grupę znajomych. Zarabiałem osiem tysięcy marek miesięcznie, a średnia krajowa w Niemczech wynosiła wtedy około trzech tysięcy. Czekała na mnie w przyszłości naprawdę wypasiona emeryturka.

Tylko że… co ja miałem robić dalej w Niemczech? Osiągnąłem tam wszystko, co się dało. A na emeryturze? Łowiłbym ryby całymi dniami? Pił piwo przed telewizorem? Zbieranie grzybów w pięknych, górskich lasach? Nie, to było kompletnie nie dla mnie. Dlatego podziękowałem za dożywotnią opiekę niemieckiego państwa i wybrałem kolejne wyzwanie w trenerskiej karierze. Obrałem kurs na Turcję!

W 1986 roku w Ankarze założono klub Vakifbank. Kilka lat później główny sponsor, największy bank w Turcji, postanowił osiągnąć coś więcej. Na jednym z pierwszych spotkań z działaczami Vakifbank usłyszałem: „Chcemy zawojować Europę!”.

Kusili mnie przez kilka miesięcy. Byli beniaminkiem w ekstraklasie. Rozmawiałem głównie z jednym z akcjonariuszy banku, biznesmenem, który prowadził kasyna i miał sieć hoteli. Po kilku spotkaniach zaproponował mi 150 tysięcy dolarów za sezon. Przypominam, w Niemczech zarabiałem osiem tysięcy marek miesięcznie (marka była wtedy mniej więcej o połowę słabsza niż dolar). Przebicie było więc ogromne. Nie zamierzam wmawiać Wam teraz bzdur, że to nie miało znaczenia. Zawsze podkreślam, że kasa jest w życiu naprawdę ważna: zarówno dla sportowców, jak i trenerów. Nie będę ściemniał i opowiadał, że całe życie pracowałem tylko dla prestiżu i w poczuciu misji. Cholera, kocham pieniądze! A najbardziej kocham je wydawać.

Te 150 tysięcy dolarów to bynajmniej nie było wszystko, co udało mi się wyciągnąć. Ale na razie tyle zapisaliśmy w kontrakcie. Zadowoleni Turcy już chcieli podpisywać dokument, kiedy nagle wypaliłem: „Okej, pensję mamy ustaloną. To teraz porozmawiajmy o premiach”. „Jakich premiach?” – Nie wierzyli, że jestem w stanie osiągnąć z dziewczynami jakikolwiek większy sukces. Przynajmniej w pierwszych latach pracy. Wykorzystałem ich naiwność i wynegocjowałem: 100 tysięcy „zielonych” za mistrzostwo Turcji, 50 tysięcy za krajowy puchar, 100 tysięcy za awans do FinalFour rozgrywek pucharów europejskich, 200 tysięcy za triumf na arenie międzynarodowej. Potężna kasa! Szacuję, że przez trzy lata „wydoiłem” ich – całkowicie legalnie – na jakiś milion dolarów. Jak to możliwe? Ano tak, że już w pierwszym roku wywalczyliśmy trzeciemiejsce w Pucharze CEV. Szefowie Vakifbanku łapali się za głowy, zaciskali pięści, rzucali mięsem, gdy przelewali mi kasę, ale nigdy nie próbowali mnie oszukać. Zawsze zachowywali się uczciwie. Wbrew wielu informacjom, że w Turcji się nie płaci na czas, muszę jasno powiedzieć, że ani ja, ani moje zawodniczki nigdy nie mieliśmy takich problemów. Siatkówkę wspierały wielkie koncerny, głównie z branży finansowej i medycznej, nie mogły więc sobie pozwolić na jakiekolwiek problemy czy zator finansowy. Poza tym mieliśmy opiekę lekarską na najwyższym poziomie, piękne hale, świetne siłownie. Jestem przekonany, że na przełomie XX i XXI wieku siatkówka żeńska w Turcji miała się tysiąc razy lepiej niż w Polsce.>>

—————————————

niemczyk_fb_cytaty_02

niemczyk

niemczyk_fb_cytaty_04

—————————————–

Z Andrzejem Niemczykiem będzie można wkrótce spotkać się w największych polskich miastach, w tym i w Gdańsku, gdzie trener będzie gościem cyklu Your Sport Meeting!

CS-QBxIUcAAuVIF

Czytaj więcej

Your Sport Book: Guillem Balague – Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania

pep front

 

Dzisiaj, 7 października  premiera książki „Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania” Guillem Balagué. Biografia ukazała się nakładem krakowskiego wydawnictwa SQN.

Jeśli nie zgłębialiście bardziej do tej pory osoby Pepa Guardioli, będziecie zaskoczeni, jak wątłą jednostką jest ten wielki trener.Jak łatwo wpada w nostalgię i rozpacz, jak wrażliwą jest postacią, z jaką łatwością wyprowadzić go z doskonałego nastroju. Wszystko przez obsesyjny perfekcjonizm, którego ofiarą się staje, a który wzniósł go na szczyty sportowej i trenerskiej kariery.

Doskonale uchwycił to w swojej książce ekspert telewizji Sky Sport i korespondent dziennika „As” – Guillem Balagué.

Balagué nie odhacza kolejnych epizodów w życiu Guardioli. On je analizuje, filtruje i pozostawia czytelnikowi do oceny. To nie jest więc zwykła biografia, to próba psychoanalizy.

Na miejscu Guardioli czułabym się zaniepokojona. Balagué prześwietlił go na wskroś. Widzimy trenera Bayernu ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Hiszpański dziennikarz stworzył biografię intymną. Niewielu autorów wchodzi tak głęboko w myśli i umysł swojego bohatera. Niewielu aż tak dogłębnie analizuje go. Chwilami czytelnik łapie się na tym, że bezbronność Guardioli zaczyna irytować. To nie jest ten wyobrażony przez nas trener. Michał Probierz w blurbie książki napisał „Balagué świetnie poradził sobie z ukazaniem ludzkiej strony tej profesji”.

Dziennikarz Sky Sport nie unika ciężki tematów. Dokładnie analizuje sytuacje konfliktowe, które Pep miał ze swoimi zawodnikami. Ibra, Bojan, Eto’o. Oni wszyscy rzucają nowe światło. Konflikty te kolejny raz obnażają genialnego trenera, pokazując pewne słabości. Od Xaviego, Piqué czy Iniesty – nie dowiecie się tyle o Guardioli.

Nie sposób wyobrazić sobie biografii Guardioli bez Mourinho. Jemu także poświęcone są strony tej pozycji. Skoro mamy do czynienia z psychoanalizą, jak więc ominąć „prześladowcę” i osobę, która odciska tak wielkie piętno na decyzji Guardioli? Nie sposób.

Biografia Guardioli, to także… biografia Barcelony. Guardiola i Barça to naczynia połączone, a jego życie tak zdeterminowane przez Barcę, nie sposób oddzielić od Dumy Katalonii. Sprawia to więc, że „Sztuka zwyciężania”, to także opowieść o Blaugranie, zwłaszcza tej współczesnej, tak podziwianej i kochanej.

Mowa o Blaugranie, ale i o Katalonii. Tam były trener Barcy jest symbolem, ucieleśnieniem marzeń, wartości i samych Katalończyków. Nie przez przypadek Parlament Kataloński uhonorował Pepa Złotym Medalem za m.in. „wizję kulturalnej Katalonii”. Przez to, że Balaugé jest Katalończykiem dostrzega wiele rzeczy przez ten pryzmat, potrafi uchwycić pewne cechy, które ktoś spoza mógłby pominąć.

Mógłby ktoś powiedzieć, że Guardiola jest dopiero na początku swojej trenerskiej kariery (choć tak już utytułowanej). To zupełnie nie ma znaczenia, wręcz otwiera nam oczy na pewne decyzje, które kataloński trener będzie podejmował w przyszłości. Jak choćby grunt pod odejście z obecnego klubu.

 

patronat_pep

Your Sport Blog objął patronatem książkę Guillem Balagué.

 

Guardiola_fot_Joanna Wiśniowska

 

O książce możecie posłuchać na stronie Radia Gdańsk, gdzie opowiedziałam panu Włodkowi Machnikowski o swoich odczuciach po lekturze.

Czytaj więcej

Your Sport Book: Trzy najlepsze książki sportowe według Jakuba Ciastonia

Jakub Ciastoń, dziennikarz Gazety Wyborczej i sport.pl, gdzie pisze m.in. o tenisie i kolarstwie, opowiedział o swoich trzech ulubionych książkach sportowych. Zamiast kilku zdań powstały recenzje ulubionych pozycji.

Zapraszam do lektury!

————————————————————–

open-autobiografia-tenisisty-b-iext3228814

 

 

Andre Agassi

  „Open. Autobiografia tenisisty”

 

 

 

 

 

 

Mam słabość to wspomnień Andre Agassiego, bo lubię książki sportowe, które nie lukrują, ale pozbawiają złudzeń, burzą pewien złudny ład i wywołują trzęsienia ziemi. Taka właśnie jest autobiografia ”Open”.

Szokuje w niej właściwie wszystko. „To prawdopodobnie najbardziej antysportowa książka, jaka powstała” – napisał po premierze „New York Times”. Agassi – ten idol milionów, twardziel o niewzruszonej minie, najlepiej returnujący uderzenia zawodnik świata – wyznaje, że od dziecka nienawidził grać w tenisa. Ojciec Mike zmuszał go do treningów. Andre odbijał dziennie po 2,5 tys. piłek wyrzucanych przez maszynę, która stała na korcie za domem w Las Vegas. Znienawidzony automat nazywał „smokiem”. Bestia śniła mu się potem w koszmarach. „Ojciec nigdy nie spytał, czy chcę grać. Szkoła? Idź, odbij jeszcze trochę piłek” – pisze zwycięzca ośmiu turniejów Wielkiego Szlema. Tatę przedstawia jako typowego szalonego rodzica tenisowego, który swoje ambicje przelewał na dziecko. I nigdy się nie zmienił. „Tego czwartego seta przegrałeś zupełnie bez sensu” – karcił Mike dorosłego syna po zwycięstwie w Wimbledonie.

Całe życie Agassiego, jakie znaliśmy z telewizji i gazet, to fikcja. Andre opisuje, że odpuszczał niektóre mecze, nie znosił Pete’a Samprasa, nie cierpiał Borisa Beckera. Wpadkę z narkotykami pomogli zatuszować mu przyjaciele z ATP Tour. Nawet jego legendarna fryzura to ściema – Agassi przyznaje, że wcześnie wyłysiał i nosił tupecik. „Czasem bałem się, że się odklei i odfrunie z mojej głowy w trakcie meczu” – wspominał.

Jedyną pozytywną postacią w książce jest Steffi Graf, żona Andre. To ona w końcu wprowadziła w jego małym wszechświecie ład i porządek.

„Open” otwiera oczy na wiele spraw, o których nie zdajemy sobie sprawy śledząc kariery sportowców, m.in. to, że dopóki nie sami zechcą, nie poznamy ich prawdziwego oblicza.

 

rafa2

 

 

 

 

Rafael Nadal i John Cralin

„Rafa”

 

 

 

 

Pamiętacie film „Lepiej być nie może” z Jackiem Nicholsonem i Helen Hunt? Nicholson gra pisarza cierpiącego na nerwicę natręctw – świat wokół niego to dżungla pełna niebezpieczeństw, czasem zupełnie irracjonalnych. Nawet płyty chodnikowe są zagrożeniem – grany przez Jacka Melvin Udall chodzi tak, by przypadkiem nie nastąpić na przerwy między nimi.

Udallem świata sportu jest Rafael Nadal. Oczywiście nie do końca wierną kopią, bo filmowy Amerykanin przy wszystkich swoich natręctwach, był też człowiekiem dość wybuchowym i agresywnym.

Nadal wybuchowy jest tylko na korcie, ale jeśli chodzi o przyzwyczajenia, przesądy i specyficzne zachowania, w sportowej galaktyce nie przebije go nikt.

Największy tenisowy gladiator od czasów Borga boi się na przykład ciemności. Śpi przy zapalonym świetle lub włączonym telewizorze. Lęka się burz z piorunami. Jako dzieciak chował się pod poduszkę, teraz – gdy zagrzmi – nie pozwala nikomu wychodzić na zewnątrz, w obawie że trafi piorun. Lubi łowić ryby, ale nie oddala się na morzu dalej niż do miejsca, gdzie przestaje być widać dno.

Chorobliwie lęka się o rodzinę. Do młodszej siostry Maribel dzwoni i esemesuje po 10 razy dziennie. „Kiedy jestem chora, a on gra w turnieju, nawet nie wspominam, że idę do lekarza, by to nie wpłynęło na jego grę” – mówi Maribel.

Jak ktoś tak strachliwy i niepewny siebie stał się genialnym tenisistą? Nadal ze swoimi fobiami nauczył się żyć. Przed każdym meczem realizuje wielostopniowy rytuał, który go z jednej strony uspokaja, a z drugiej – pobudza do walki. Zjada miskę makaronu z oliwą, koniecznie bez sosu, bierze zimny prysznic, monotonnie nawija taśmę na rączkę rakiety, moczy włosy, nakłada słuchawki, a na głowę bandamkę. Patrzy przy tym beznamiętnie w przestrzeń przed sobą, zaczyna podskakiwać, a na koniec krzyczy: „Vamos! Vamos!” („Naprzód, dawaj!”). „Staję się tenisową maszyną” – opisuje przemianę.

„Musi kontrolować wszystko wokół siebie, ale ponieważ jest to niemożliwe, skupia się na kontroli tego fragmentu życia, nad którym może zapanować – na tenisie” – opowiada Benito Perez Barbadillo, przyjaciel i menedżer.

Ale Nadal nie byłby wojownikiem, gdyby nie wujek Toni, jego trener od czwartego roku życia. Toni niczym spartański wychowawca naucza poprzez krzyk, niewygody, upokorzenie i łzy. Rafa zawsze gra po tej stronie kortu, gdzie w oczy świeci słońce. Zawsze dostaje cięższe zadania niż inne dzieci. Specjalnie otrzymuje do gry mokre albo zużyte piłki, które odbijają się krzywo. „Piłki mogą być trzeciej klasy, ale ty jesteś o klasę gorszy” – dołuje Toni.

Biografia Nadala jest fascynująca, bo pokazuje, jak pokrętne i dziwaczne ścieżki prowadzą czasami do stworzenia wybitnego sportowca.

 

oszustwo-niedoskonale-jak-zdemaskowalem-lance-a-armstronga-b-iext21209304

 

 

 

 

David Walsh

„Oszustwo niedoskonałe. Jak zdemaskowałem Lance’a Armstronga”

 

 

 

 

Każdy dziennikarz sportowy marzy o napisaniu takiej książki. Ale napisał ją tylko David Walsh.

Jest rok 1999 r. Armstrong po raz pierwszy wygrywa Tour de France. Po jednym z etapów Walsh widzi czerwonego ze złości Amerykanina szarpiącego francuskiego kolarza Christophe’a Bassonsa. – Wystarczy. To, co robisz, jest złe dla kolarstwa. Rzucaj sport i spier… do domu! – krzyczał Armstrong. Francuz napisał w „Le Parisien”, że najlepsi w peletonie wciąż przyjmują doping, że nic nie wyszło z nowego początku kolarstwa, jakim miał być Tour po wprowadzeniu ściślejszej kontroli antydopingowej i dokładniejszych metod wykrywania transfuzji i używania EPO. – Wtedy pierwszy raz pomyślałem, że Armstrong przyjmuje niedozwolone środki. Nie miałem dowodów, ale ktoś czysty nie potraktowałby tak Bassonsa – mówi Walsh. W korespondencji dla „Timesa” pisze o „Skażonej bajce” i domaga się śledztwa.

Tak zaczyna się trwająca kilkanaście lat krucjata Walsha, który próbuje zdemaskować oszustwo Armstronga. Śledztwo jest trudne, bo Teksańczyk w międzyczasie wygrywa Tour de France jeszcze sześć razy. Staje się globalną gwiazdą sportu, niemal idolem popkultury, który walczy z rakiem i tworzy fundacje wspierające chorych. Zarzucić kłamstwo takiej ikonie – to niemal bluźnierstwo.

Łatwo nie było, tym bardziej, że krewki Teksańczyk szczerze nienawidzi dziennikarza. – Pier… Walsh, pier… mały troll wciska ludziom kit. To kanalia. Nienawidzę tego faceta! – krzyczał kiedyś publicznie.

W 2004 roku ukazują się „Tajemnice L.A. Co ukrywa Lance Armstrong?”. Opierając się na wspomnieniach masażystki kolarza Emmy O’Reilly, Walsh z Pierre’em Ballesterem opisali dopingowy system Amerykanina. Książka ukazała się we Francji, „Sunday Times” opublikował tylko fragmenty. Do akcji wkroczyli prawnicy jednak Armstronga, którego majątek szacowany był na 100 mln dol. Po ich interwencji „Sunday Times” stracił milion funtów, a O’Reilly została przez Armstronga zwyzywana od prostytutek i oszustek.

Sprawiedliwość zatriumfowała dopiero w 2012 r., gdy Amerykańska Agencja Antydopingowa (USADA) dożywotnio zdyskwalifikowała Armstronga, który stworzył „najbardziej złożony, profesjonalny i skuteczny system dopingowy w historii sportu”. Kilka miesięcy później Armstrong przyznał się do oszustwa w programie Oprah Winfrey. Przeprosił też Davida Walsha.

Tak rodzą się legendy. Dziennikarskie legendy.

@mastaar

 

PS. O swoich ulubionych książkach sportowych opowiedzieli już: Basia Bardadyn, Leszek Jarosz, Nikodem Pałasz, Piotr Stokłosa, Michał Jeziorny, Tomasz Smokowski, Piotr Sobczyński i Leszek Orłowski.

Czytaj więcej

Your Sport Meeting: El Clásico, więcej niż mecz

ysm7_el_clasico

 

Tytuł banalny, oklepany, ale jak nazwać inaczej rywalizację FC Barcelony z Realem Madryt? Rywalizację, która fascynuje ludzi na całym świecie. Rywalizację, która wychodzi poza sport, dla wielu jest pojedynkiem Katalonii z Kastylią. Postaramy się zajrzeć za kulisy pojedynków

Porozmawiamy o tym we wtorek 27 października w Bibliotece Manhattan, gdzie odbędzie się siódme już spotkanie w ramach naszego cyklu.

W pierwszej części spotkania porozmawiamy z przedstawicielami kibiców obu klubów w Polsce, w drugiej naszymi gośćmi będą Dariusz Wołowski, dziennikarz Gazety Wyborczej  i sport.pl, a także dr Radosław Kossakowski, socjolog sportu.

Zapraszam!

Czytaj więcej

Your Sport Book: Międzynarodowy Dzień Tłumacza, czyli jak się tłumaczy książki sportowe

http://tadata.pl
http://tadata.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dziś Międzynarodowy Dzień Tłumacza.

„Jak wiadomo, ale zawsze należy o tym przypominać, tłumacz to nowy autor książki – tej, która dociera do nas spoza Polski. Tłumacz to człowiek, który swoim geniuszem może znakomitą powieść uczynić jeszcze wspanialszą (lub – nie…). Tłumacz to ktoś, bez kogo nie byłoby literatury.”. Tak napisał na profilu „Z najwyższej półki” Michał Nogaś.

Oczywiście mowa tu o wielkiej literaturze, a takiej w świecie książek sportowych jest ciągle mało. Nie zmienia to jednak faktu, że tłumacz, także w literaturze sportowej ma znaczenie.

Z tłumaczeniem książek sportowych jest coraz lepiej. Takie odnoszę wrażenie.

W tłumaczeniu książek sportowych ważna jest znajomość dziedziny. Coraz częściej wydawnictwa sięgają po tłumaczy, którzy taką wiedzę posiadają. Bywa jednak, że książki sportowe tłumaczone są przez dobrych tłumaczy, którzy – niestety – nie mają nic wspólnego ze sportem i to widać. Są też przykłady słabych tłumaczeń ze strony osób, które sportem żyją, ale tytułów i sprawców podawać nie będę.

Być może ktoś z Was myśli, że autor tłumaczenia ważny jest w przypadku literatury pięknej, a literatura sportowa wywołuje pytania „co tu niby jest do tłumaczenia?”.

Pozwólcie, że powołam się na swój przykład, przy czym nie uważam się za tłumacza. Po prostu sama miałam przyjemność przetłumaczyć książkę. Mowa o książce Víctora Valdésa.

Sięgając po książkę Valdésa widzicie jego opowieść przefiltrowaną przeze mnie, widzicie ją moimi oczami. To ja dobierałam słowa, to ja przekładałam metafory hiszpańskie na polski. To ja pośredniczę między Wami, a nim. Książka Valdésa nie jest wybitna (zresztą nawet do tego grona nie pretenduje), ale dla mnie jest ważna. Wiadomo. Dzięki niej też traktuję byłego bramkarza Barcy trochę jak swojego znajomego, w końcu „spędziłam z nim” wiele godzin.

Obecnie mam okazję tłumaczyć kolejną książkę i ponownie zaprzyjaźniam się z pewnym zawodnikiem i znowu – jeżeli wszystko dobrze pójdzie – poznacie pewną historię widzianą moimi oczami.

Wracając do pierwszych akapitów… Szkoda więc, że tłumacze są tak mało doceniani, a to – jak napisał Nogaś – tłumacze są nowymi autorami książki.

Nawet tej sportowej.

PS. Gigantem w tej dziedzinie jest Basia Bardadyn, która na swoim koncie ma już ponad dwadzieścia, a do tego dochodzą komiksy i albumy.

Czytaj więcej